sprawy społeczne nauka/edukacja/szkolenia

„Łódź Podwodna” z Żoliborza. Niezatapialna radiostacja Polskiego Państwa Podziemnego

W historii Powstania Warszawskiego i Polskiego Państwa Podziemnego są miejsca owiane legendą. W sercu okupowanej Warszawy, pod niepozornym domem przy ul. Fortecznej 4, działał jeden z najważniejszych i najlepiej zakonspirowanych ośrodków łączności Związku Walki Zbrojnej, a później Armii Krajowej. Tajna radiostacja o kryptonimie „Łódź Podwodna” przez lata wymykała się niemieckiej aparaturze namiarowej, rewizjom i obławom. To stąd płynęły meldunki, rozkazy i informacje łączące okupowany kraj z władzami Rzeczypospolitej na uchodźstwie.

Była wąska, długa, ukryta pod fundamentami willi Rodowiczów na Żoliborzu Oficerskim. Prowadził do niej właz zamaskowany tak pomysłowo, że nawet podczas niemieckich rewizji nie wzbudzał podejrzeń. W betonowej wnęce znajdował się kran, z którego kapała woda do podstawionej miski. Ten szczegół, prosty i genialny zarazem, stał się źródłem skojarzenia z okrętem podwodnym. Tak narodziła się nazwa jednego z najbardziej niezwykłych miejsc konspiracyjnej Warszawy: „Łódź Podwodna”.

Historia radiostacji zaczęła się jeszcze w 1939 roku. Po zniszczeniach wojennych willa przy ul. Fortecznej 4 nie nadawała się do zamieszkania. Rodzina Rodowiczów przeniosła się do sąsiedniego budynku, a opuszczony dom stał się idealnym miejscem do stworzenia tajnego ośrodka łączności. Organizatorem i dowódcą przedsięwzięcia był Stanisław Rodowicz, człowiek o wielkiej odwadze, talencie technicznym i wyobraźni, stryjeczny brat Jana Rodowicza „Anody”.

Pierwszy sprzęt radiowy pochodził z warszawskiej fabryki AVA, znanej przed wojną z produkcji urządzeń radiotechnicznych dla wojska i wywiadu. Kolejna, nowocześniejsza radiostacja została przemycona z Budapesztu. Już 4 marca 1940 roku z Fortecznej nawiązano łączność z władzami polskimi na emigracji. W czasie, gdy wojna odcinała okupowaną Polskę od świata, radio stało się jednym z najważniejszych narzędzi walki.

Podziemne pomieszczenie, zbudowane w 1940 roku pod klatką schodową willi, było majstersztykiem konspiracyjnej inżynierii. Miało około dwóch metrów wysokości, półtora metra szerokości i trzy metry długości. Wnętrze wytłumiono korkiem i dywanami, wyposażono w wentylację, ogrzewanie, bieżącą wodę, umywalkę, miejsce na odpoczynek, bibliotekę, zapasy żywności i broń. Anteny ukryto w przewodach kominowych, a bezpieczeństwa strzegł rozbudowany system sygnalizacji oraz około 40 linii i mikrofonów pozwalających śledzić to, co działo się w domu i jego otoczeniu.

„Pomieszczenie otrzymało nazwę „Łódź Podwodna”. Dlaczego? Brat Stanisława, Władysław wspominał: „[nazwano je tak] głównie ze względu na sposób zamaskowania wejścia oraz wąski długi kształt podziemia. Ostatni stopień schodów do piwnicy był wysuwany tak zmyślnie, że nikomu nie mogła przyjść na myśl możliwość jego wyjęcia. Jeśli jednak ktoś by to zrobił, to pod stopniem, we wgłębieniu betonu, znajdował rurę z kranem, z którego po okręceniu kranu leciała woda. Wtajemniczeni wiedzieli, że należy cały kran wraz z rurą złamać w nasadzie, co zwalniało zatrzask yale. Całą podłogę w tym miejscu należało wówczas przesunąć od siebie. Ukazywał się otwór, przez który można było wsunąć się po drabinie i zejść do podziemia, do „Łodzi Podwodnej”
za M. Ludwicki, Niezatapialni i Łódź Podwodna, Warszawa 2017, s. 149.

Gdy brakowało prądu, radiostacja mogła pracować na bateriach własnej konstrukcji. W pierwszych dniach Powstania Warszawskiego rozbudowano część podziemną o kolejny element: przed domem powstał schron, do którego z „Łodzi Podwodnej” prowadził awaryjny korytarz. Wszystko zaprojektowano tak, aby załoga mogła przetrwać w ukryciu bez wychodzenia na powierzchnię.

Niemcy wiedzieli, że na Żoliborzu działa radiostacja. Tropili ją przy pomocy stacji namiarowych, patroli, rewizji, a nawet lotnictwa. W listopadzie 1940 roku Gestapo otoczyło willę przy Fortecznej. Rewizja trwała kilkanaście godzin. Niemcy przeszukiwali dom, jednak nie znaleźli ukrytego wejścia. Szczególnie dramatyczny przebieg miała obława z 3 lutego 1941 roku, gdy podczas rewizji w ukryciu nadal znajdowali się konspiratorzy, a na stole pozostały szyfrowane telegramy. Halina Iwanicka, udając osobę prowadzącą dom, zdołała przechytrzyć pilnującego ją Niemca, ukryć dokumenty, a następnie zniszczyć je w toalecie i w piecu. Dzięki chłodnej krwi jednej osoby cała siatka uniknęła dekonspiracji.

„Łódź Podwodna” nigdy nie została odkryta przez Niemców. Choć z czasem nadawanie stało się zbyt niebezpieczne, a radiostację ewakuowano, schron nadal służył konspiracji. Prowadzono tam nasłuch zagranicznych rozgłośni, urządzono warsztat radiotechniczny, a w kolejnych latach obiekt wykorzystywano także na potrzeby Biura Informacji i Propagandy.

„Ośrodek nasłuchu radiowego BIP [Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej – przyp. aut.] dostarczał sztabowi Żoliborza codziennie od 4 sierpnia do kapitulacji Warszawy biuletyn radiowy zawierający wiadomości z całego świata.”

„Kiedy Stanisław zgłosił się u ppłk. „Żywiciela” zameldował, że jest kierownikiem ośrodka nasłuchu radiowego BIP-u. Zgodnie z poleceniem otrzymanym od swoich przełożonych nie mógł zdekonspirować lokalu oraz ludzi, natomiast zobowiązał się do dostarczania sztabowi i prasie aktualnych wiadomości radiowych. Ppłk „Żywiciel” zaakceptował tę propozycję. W sumie ukazało się 60 numerów biuletynu. W skład zespołu redakcyjnego wchodzili: Stanisław, redaktor Landsberg, Krystyna jako maszynistka, radiotelegrafista „Krzyś” i Julia Paciorek jako łącznik.”
za M. Ludwicki, Niezatapialni i Łódź Podwodna, Warszawa 2017, s. 191.

Po Powstaniu Warszawskim w podziemiu ukrywała się grupa żołnierzy żoliborskich oddziałów. Stanisław Rodowicz wraz ze współpracownikami miał przetrwać tam sześć tygodni, nie wychodząc na powierzchnię.

Radiostacja przetrwała czas okupacji i Powstanie Warszawskie. Zniszczona została dopiero w 1945 roku przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy wrzucili do pomieszczenia granaty. Po wojnie dzieła zniszczenia dopełnili szabrownicy. Sam Stanisław Rodowicz został przez komunistów skazany na karę śmierci, której wykonania ostatecznie uniknął. Na wolność wyszedł w grudniu 1956 roku. Zmarł w 1969 roku.

Dziś historia „Łodzi Podwodnej” powraca jako symbol odwagi, odpowiedzialności i mistrzowskiej organizacji Polskiego Państwa Podziemnego. W czasie remontu willi Rodowiczów wydobyto pozostałości unikatowej skrytki. Właściciele budynku zdecydowali, że cenne elementy nie wrócą już pod ziemię. Trafiły do Muzeum Historii Polski, gdzie będą świadectwem tego, jak wielką rolę w walce z okupantem odgrywały wiedza, technika, dyscyplina i determinacja.

„Łódź Podwodna” była czymś więcej niż ukrytą radiostacją. Była podziemnym sercem łączności walczącej Polski. W miejscu, które miało pozostać niewidzialne, działał punkt o ogromnym znaczeniu. Jej historia przypomina, że zwycięstwo w konspiracji zależało nie tylko od broni, lecz także od informacji, łączności i ludzi gotowych podjąć ryzyko w ciszy, pod ziemią, z dala od pierwszej linii frontu.

 

kontakt dla mediów
dr Marcin BARANOWSKI
Starszy specjalista, Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
dr Marcin BARANOWSKI

marc.baranowski@ron.mil.pl

tel: 261 883 028

informacje o firmie

Zespół Prasowy DWOT

dr Marcin BARANOWSKI

załączniki

kontakt dla mediów
dr Marcin BARANOWSKI
Starszy specjalista, Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
dr Marcin BARANOWSKI

marc.baranowski@ron.mil.pl

tel: 261 883 028

informacje o firmie

Zespół Prasowy DWOT

dr Marcin BARANOWSKI